Uczucia nie znają granic (zwłaszcza w XXI wieku)


Mawia się, że podróże kształcą... Lecąc do Aten, nieco okrężnie, bo z przesiadką we Frankfurcie nad Menem, mając kilka godzin do odlotu i snując się trochę bez celu po lotnisku, wstąpiłem do księgarni i pod wpływem impulsu postanowiłem nabyć rozmówki angielsko - greckie. Niby to bowiem w podróżach wystarcza dziś  znajomość angielskiego, który w tej naszej globalnej wiosce zapewnia możliwość porozumienia niemal wszędzie, pomyślałem wszakże, że nie od rzeczy byłoby móc się odezwać do mieszkańców Hellady po grecku, choćby i nieporadnie. Z doświadczenia wiem, że to raczej zjednuje ludzi, gdy się opanuje przynajmniej kilka grzecznościowych zwrotów w ich języku. Próbując zatem znaleźć coś stosownego sięgnąłem po rozmówki wydawnictwa Lonely Planet opatrzone napisem "Greek" i przeglądając je trafiłem na rozdział Social a w nim podrozdział Romance. I muszę przyznać, że tych kilka zaledwie stron sprawiło iż zupełnie zapomniałem o swoich ambicjach by choć odrobinę zabawić się w poliglotę, skłoniło mnie za to do refleksji ogólniejszej natury. Osobliwe to, bo przecież taki podręczny słowniczek to nie Anna Karenina, a jednak...

Zaczyna się dośc konwencjonalnie. Najpierw mamy zatem etap poznawania i uwodzenia. Nie jest on - jak widać - nazbyt długi, ale przy dzisiejszym zawrotnym tempie życia... Cóż, w gruncie rzeczy wystarczy kilka prostych zwrotów. Ich opanowanie nie powinno nikomu przysporzyć szczególnych trudności.

Z rozdzialiku rejections wynika, iż nawet mimo nienagannego opanowania niełatwej sztuki zalotów mozna spotkać się z odmową - od nieśmiałego No, thank you (zwłaszcza gdy obiekt zainteresowania jest w innym towarzystwie), aż po zdecydowaną rekuzę na końcu, wyrażoną może nie najuprzejmiej.

Zakładając jednak, że odmowa nie następuje, przechodzimy do następnego etapu, to znaczy pogłębienia dopiero co powstałej zażyłości.


Tylko tyle? - pomyślałem. A gdzie zaklęcia i westchnienia? Gdzie cała ta magia? Gdzie poezja? Gdzie wino? Gdzie kwiaty? Gdzie odrobina inwencji i szaleństwa? Gdzie choćby jakiś jeden wers z Alkajosa? Gdzie nieśmiało czynione wyznania, gdzie marzenia o wzajemności, gdzie cały ten kunszt zabiegania o względy wybranki? No, gdzie?

Cóż, może później, albowiem teraz czeka nas etap właściwy, czyli:

Trochę mnie to, przyznaję, zaskoczyło. Nie mówię, że oczekiwałem, że wszystko ma przebiegać platonicznie. Namiętność nie zna przecież granic ni... Mniejsza o to. Ale aż tak szybko? No i ta kolejność?!...

A może jestem zbyt wymagający? Przecież, jak mogliśmy się przekonać zerkając powyżej, po uprawianiu seksu niekiedy pojawia się miłość, a choć nie jest ona aż tak absorbująca i nie wymaga opanowywania zbyt zawiłego słownictwa i aż tylu zwrotów, to może zakończyć się nawet małżeństwem... Zresztą, cóż po słowach, gdy w grę wchodzi płomienne uczucie?

W każdym związku jednak pojawiają się problemy, które mogą prowadzić nawet do rozstania. Nie należy się tym jednak zanadto przejmować, bo z rozmówkami wydawnictwa Lonely Planet z pewnością się z tym uporamy.

To już koniec? Tak, koniec. Jednak wystarczy wykorzystać opanowane już słownictwo, albo po prostu cofnąć się o kilka stron i już możemy zacząć wszystko od początku. Niekoniecznie w Grecji, bo rozmówki Lonely Planet dostępne są w każdym niemal języku naszej współczesnej wieży Babel.

Przypatrując się nieco później pstrej ciżbie turystów na Akropolu zacząłem się (nie po raz pierwszy) zastanawiać, czy te wszystkie udogodnienia i ułatwienia, w jakie obfitują czasy, w jakich przyszło nam żyć, nie są jednak jakimś punktem zwrotnym w historii ewolucji naszego gatunku i czy nie powodują one, że się w jakimś zawrotnym tempie zaczynamy cofać. Ta regresja postępuje niezwykle szybko. Jeszcze trochę, a nawet mowa przestanie nam być zupełnie potrzebna. Wystarczą gesty i nieartykułowane pomruki...

Ech, pora umierać - pomyślałem sobie. Ponieważ jednak wydawnictwo Lonely Planet w swoim phrasebooku nie przewiduje takiej możliwości, ani w odniesieniu do samego wyzionięcia, że się tak wyrażę, ducha, ani też w kwestii obrzędów pogrzebowych, postanowiłem pozostać przy życiu, nie tylko po to by skanując te kilka stron podzielić się z innymi własnymi wątpliwościami, ale by poczytać sobie od czasu do czasu na przykład strofy greckich poetów i poetek - od Anakreonta i Korynny aż po Kawafisa. Ot, tak zupełnie bezinteresownie. Póki jeszcze nie zostały zupełnie zapomniane. Podobnie jak różne inne dziwaczne obyczaje minionych epok, ba, minionych dekad, gdy ludzie niepotrzebnie marnotrawili cenny czas na tyle niepojętych zachowań zamiast przechodzić od razu ad meritum...